Rodzina w praktyce
Bycie tatą to najważniejsza rola w moim życiu
Właśnie czytasz

Lekcja wychowawcza o drożdżówkach

Lekcja wychowawcza o drożdżówkach

Opublikowano

drożdżówka

Dobra zmiana

Mamy nowe zasady żywienia w szkołach i przedszkolach. Nareszcie! Bardzo się ucieszyłem, że wreszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i wreszcie przestaną pchać w nasze dzieciaki cukier, sól i mąkę, a zacznie być więcej warzyw, owoców i ryb. Wreszcie sos będzie sosem, a nie breją z torebki, kompot będzie miał w sobie owoce, a nie tylko cukier i kolor, zupa to nie będzie marchewka na kostce rosołowej, a na podwieczorek w żłobku czy przedszkolu przestaną dawać batoniki. Ale nie wszystkim ta nowelizacja przepisów o zbiorowym żywieniu pasuje. Pytam dlaczego?

Ta zmiana była potrzebna

Otyłość to choroba, która nawet już w Europie przybiera skutki epidemii. Tak, możemy mówić o epidemii otyłości. Nadwagę, czyli gdy nasze BMI (Body Mass Index) wynosi powyżej wartości 25, ma prawie 50% europejczyków. W Polsce wcale nie jest lepiej, ale główny problem to ten, że nasze dzieci doganiają Europę w statystykach bardzo szybko. W chwili obecnej, szacuje się, że co piąte (prawie 20%) dzieci w wieku 11-13 lat ma nadwagę lub zmaga się z otyłością. To Was nie przeraża? Co piąte, czyli myślicie, że Wasze dzieci należą do tej grupy 4 zdrowych osób? No to super. Statystyki rosną zatrważająco szybko, więc za rok to może być już co 4, albo co 3 dziecko z nadwaga. W tym tempie, to dogonimy USA, z którego otyłości lubimy się tak naśmiewać i to wcale już śmieszne nie jest.

Przyczyn tego zjawiska jest wiele. Brak ruchu, bo WF to zło, siedzący tryb życia, bo w piłkę to się gra na konsoli, zbyt duża ilość słodyczy, bo automaty stoją przecież na każdym rogu – to te oczywiste przyczyny, ale złe odżywianie, to także niewłaściwe śniadania, obiady i kolacje. Jemy zbyt obficie, za rzadko, za tłusto i za słodko. To nie jest „bajka”, tylko naukowy fakt, że od cukru i soli można odzwyczaić organizm i wcale nie będzie smakowało gorzej, tylko my będziemy tych produktów spożywać mniej. Tylko kto z Was się przyzna, że jego dzieci w rodzinnym domu jedzą źle? Przecież domowe obiadki są najlepsze na świecie! Tylko skąd się biorą grube dzieci? Zna ktoś odpowiedź? Bo ja nadziwić się nie mogę, jak widzę rodzica biegającego po placu zabaw za kilkulatkiem i wciskającym mu raz po raz „mleczną kanapkę”, bo przecież przez godzinę dziecko mogłoby umrzeć z głodu. Uważam, że ta nowelizacja przepisów o zbiorowym żywieniu była bardzo potrzebna!

Co poszło nie tak?

W Polsce jak zawsze według zasady: „miało być tak dobrze, a wyszło jak zawsze”. Do szkół weszło rozporządzenie Ministra Zdrowia, które nie spodobało się głównie sklepikarzom, bo przecież nie ma prostszego biznesu, niż sprzedaż słodyczy dzieciom, oraz „dorosłym” uczniom, bo jak to tak bez kawusi na przerwie? To przecież takie dorosłe pić kawę. Szkoda jeszcze, że palić nie wolno, ale od czego szkolna ubikacja, prawda? Ale prawda jak zawsze leży gdzieś po środku, a szkoła i Pani Minister (której akurat w cale nie żałuje), stała się przysłowiowym chłopcem do bicia. Bo przecież nikt z Was nie czytał rozporządzenia, bo gdyby czytał, to wiedziałby, że ziemniaki solić wolno. Nikt też nie zabronił jadać drożdżówek, batonów, chipsów, czy pić kawy. Wciąż nie wolno na terenie szkoły pić alkoholu ani palić papierosów, ale to z mocy już innej ustawy… Wolno jeść słodycze w szkole! Trzeba sobie je tylko kupić przed szkołą lub po szkole i nikt też nigdy nie zabronił, by rodzice zamiast kanapek pakowali chipsy, a zamiast butelki z wodą, colę – ale niech robią to świadomie.

Czytaj rozporządzenie

Edukacja poszła w las…

Po pierwsze, to nie rozumiem dlaczego nie można zakazać sprzedaży słodyczy na terenie szkoły? W imię wolności? Wolności czego? Kto pracuje ten dobrze wie, że w pracy nie ma tak dobrze jak w szkole. Nie ma tylu przerw na kawę, zwłaszcza jak się nie pracuje w biurze, drożdżówki trzeba przynieść ze sobą, tak samo jak kanapki, które trzeba sobie przygotować wcześniej. No i prawie nigdy przez 8 godzin nie wolno wychodzić za bramę zakładu, a dzieciaki jakoś do sklepu obok szkoły latają – przynajmniej do czasu, dopóki nic się nie stanie. Więc my rodzice nie chcąc, by nasze dzieci niedojadały, żeby było im lepiej, ale jednocześnie wierząc, że są na tyle już dojrzałe, że mogą same o siebie zadbać, dajemy im pieniądze na drugie śniadanie. Tylko szkoda, że nie interesujemy się co dalej. A dalej to już wiadomo. Bez drożdżówki i kawy, symboli dorosłości, ani rusz… To dziś największy problem młodzieży, a jednocześnie cały rząd trzęsie się w posadach, bo przez drożdżówki i kawę w szkołach partia rządząca może przegrać wybory.

Pani minister oblała test dojrzałości, bo ugięła się… no właśnie przed kim? Przed uczniami, którzy chcą pić kawę na przerwie? Pan minister, ten od służby zdrowia, oblał test dojrzałości, bo przygotował rozporządzenie, które idealne nie jest, ale na początek wystarczy. Jednak pozwala na podawanie syfu, bo inaczej nie można tego nazwać, w szpitalach i to na oddziałach ginekologiczno-położniczych. Oblała szkoła, bo gadanie, że było mało czasu na przygotowanie się jest bzdurą. W moim przedszkolu publicznym dali radę i dzieciaki nie narzekają na jedzenie, a wierzcie mi, są wybredne. Oblali rodzice i to chyba najbardziej, bo na to wszystko pozwolili, bo nie obchodzi ich co w szkole jedzą dzieci i uważają, że wszystko jest w porządku. Wiecie chociaż jakie macie Wy i wasze dzieci BMI?

Zacznij od siebie

I to już chyba jest największy problem. Przyznać się, że czegoś się nie wie. Nie wiemy co tak naprawdę jedzą nasze dzieci, nie wiemy jak gotować zdrowo, a co wcale nie jest trudne. Nie wiemy też i nie chcemy widzieć, że tyjemy. Zawsze znajdzie się jakaś wymówka. Ta nowelizacja daje szansę, że moje dzieciaki nie będą walczyć z nadwagą. Daje szansę, że coś się zmieni. Te roczniki, którym tak bardzo brakuje drożdżówek i kawy za chwilę wyjdą ze szkoły, a moje dzieci już uczą się jak zdrowo się odżywiać i to w przedszkolu. Jest więc szansa i nadzieja, że za kilka lat nie będą mieć problemów z nadwagą i to dzięki szkole, z której znikną produkty śmieciowe. To co dziać się będzie w domach i czy w domach będzie zdrowiej, to już zależy tylko i wyłącznie od Was.

Bartek

P.S. Moje BMI wynosi teraz (10-2015) 26,59. Jakie jest Twoje?

Made with   | Motyw: RWP Start by Bartek - napisałem sobie sam. Copyright © 2014-2018. All right reserved.